czwartek, 31 grudnia 2015

na koniec roku 2015.

Kochani moi najmilsi ;-) Dziś tak na szybko, bo ciągle brakuje mi czasu, chciałam Wam życzyć udanego sylwestra. Nie ważne gdzie go spędzicie ważne z kim. Co by ten Nowy Rok 2016 przyniósł nam same dobre i niezapomniane przeżycia, żeby każdy z nas zrealizował swoje plany i postanowienia. Obowiązkowo wypiję Wasze zdrówko! 
Do napisania, ściskam :* 

PS. wszystkie komentarze czytam, odezwę się wkrótce. 

wtorek, 29 grudnia 2015

po świętach...

Nie ukrywam, cieszę się, że te święta minęły. Miałam w tym magicznym czasie, masę wolnego czasu, który nie wiedziałam jak spożytkować. Dziwne, prawda? Nie będę Wam pisała jak je spędziłam, bo nie były jakieś nadzwyczajne. W sumie na własne życzenie...
Mam natomiast w planach reset. W sylwestra, tak reset %, bo czuję, że jest mi potrzebny. Chcę ten lekki szum w głowię, który pozwoli mi się wyluzować. Za dużo myśli kłębi się w mojej głowie... 

środa, 23 grudnia 2015

jak co roku...

Jeszcze dziś pójdę do pracy i w zupełności zajmę się pieczeniem ciasteczek, które mnie kuszą i kuszą. ;-) a tak w ogóle to chciałam nie zostawiać życzeń dla Was na ostatnią chwilę, ale w tym całym szkolnym zamieszaniu mi nie wyszło. W szkole był opłatek, w szkole był Mikołaj, w szkole dzieci oszalały ze szczęścia, a ja robiłam wszystko, żeby im nie zepsuć tej radości. 
Więc kochani, już nie będę pisała, że jestem kiepska w składaniu tych życzeń, bo to już na pewno wiecie ;-) Zawsze mogłabym wejść do wujka googla i skopiować jakieś super wypasione życzenia, ale nie chcę, bo mają być moje. O! więc, z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam dużo dużo miłości, zdrowia i szczęścia, żeby każdy poczuł choć odrobinę magii tych Świąt, żeby nikt nie był smutny. Spokoju oraz odpoczynku. Niekończącej się weny do pisania na blogu oraz cierpliwości do mojej osoby Realizacji wszystkich zamierzonych planów oraz spełnienia marzeń. Pyszności na stole, głośnego kolędowania w gronie najbliższych, pięknej choinki i wielu prezentów ;-) Przetańczonego sylwestra do białego rana oraz wielu pozytywnych rewolucji w Nowym 2016 Roku! ;-)  ściskam! :* 

poniedziałek, 21 grudnia 2015

pamiętam...


21.12.2011 r. 
Proszę Was o modlitwę ...
Chwała i Cześć Bohaterom! 

środa, 16 grudnia 2015

na poprawę humoru ;-)

Nie wiem jak Wy, ale ja lubię robić bliskim prezenty. Lubię widzieć ich zdziwione i jednocześnie zadowolone twarze. Ostatnio pamiętałam o wszystkich, a to były imieniny, a to Mikołaj, a to bez okazji można komuś coś podarować i znów zapomniałam o sobie. Koleżanka podsumowała to krótko: jak zwykle! Więc, żeby nie było jak zwykle w końcu pomyślałam o sobie. Z moim zdrowiem nieco lepiej, więc jeden telefon i wizyta u kosmetyczki zaliczona:-) 
A oto efekt : 
jak się Wam podobają moje pierwsze hybrydy? 
niestety zdjęcie nie odzwierciedlają efektu syrenki :( 

niedziela, 13 grudnia 2015

o tym jak się dziś fatalnie czuję.

Obudziłam się dziś z potwornym bólem głowy i gardła. Czułam każdą bolącą kończynę. Dawno się tak źle nie czułam. Od razu sobie pomyślałam... oho! niedziela zapowiada się obiecująco :-/ Końska dawka leków przyniosła mi ulgę, mogłam wstać i wmusić w siebie śniadanie. A teraz sobie tak leżę w tym łóżku, trochę śpię, trochę leżę, trochę kicham, trochę leżę... ale mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. I mimo wszystko pójdę do pracy i zobaczę te uśmiechnięte buźki z piątej klasy, które w każdy poniedziałek na szkolnym korytarzu czekają na wf. ;-)  
miłego wieczoru dla Wszystkich! ;-) 

sobota, 12 grudnia 2015

czuję, tęsknie...

Tęsknie za tą dziewczyną, która cieszyła się, że jest dla kogoś taka ważna. Kiedy potrafiła płakać więcej ze śmiechu niż ze smutku. Była taka spontaniczna, zakochana i szczęśliwa. Nie zakładała, że może się coś złego stać. Czułam, że po prostu żyję. Byłam dla kogoś ważna. Ktoś za mną tęsknił. Ktoś do mnie pisał. Nie zrozumcie mnie źle, teraz też żyję, ale czuję ten oddech za plecami tej przestraszonej dziewczyny, która ciągle się czegoś obawia. Nie wiem czy to kiedykolwiek się zmieni. Los ze mnie zadrwił, zniszczył wszystko jednym ruchem niczym domek z kart. Grudzień, a z nim wiadomość, zrodziła we mnie taki niepokój, który paraliżuję mnie na samą myśl. I choć czasami rodzą się we mnie pytania: a co by było, gdyby można było cofnąć czas? 
Wiele razy sobie to powtarzałam, a Ojciec na naukach przedmałżeńskich uświadomił mnie jeszcze bardziej w tym, że nic nie dzieje się bez przyczyny i tego się będę trzymać. Powoli próbuję odbudować to wszystko, marzę o stabilizacji. Mam tylko nadzieję, że kiedyś to osiągnę i z dumą o tym Wam napiszę. W końcu niektórzy z Was są ze mną od samiusieńkiego początku, nie ocenialiście mnie, po prostu byliście - pamiętam o tym.  

PS. Dumny tata wysłał mi zdjęcie małej kruszynki, która dzisiaj przyszła na świat. Rodzice jak i rodzina się cieszą to więcej niż pewne. Alicja jest wśród nas. ( mojej przyszłej szwagierki pociecha) 



niedziela, 6 grudnia 2015

w kinie.

W ramach odstresowania i mikołaja, wybraliśmy się do kina. Nawet mogłam zdecydować na jaki film pojedziemy. 
Miałam do wyboru dwa seanse.
nr. 1 
nr. 2
Może się zdziwicie, może nie, ale postawiłam na drugi film. Thriller szpiegowski, którego akcja rozgrywa się w okresie Zimnej wojny przełomu lat 50-tych i 60-tych XX wieku. 
Jak moje wrażenia? 
fajny, dobry, polecam :-) 
W kinie na wieczornym seansie, było mnóstwo par. Niektórzy Panowie narzekali, że muszą iść obejrzeć Listy do M 2, bo wybranka dokonała takiego wyboru. A czego się nie robi dla wybranki swojego serca? Nie muszę Wam pisać, jaki mój Luby był zadowolony, kipiało od Niego szczęście. Ja natomiast miałam z tego ubaw. 
miłej niedzieli!

czwartek, 3 grudnia 2015

... na krawędzi.

Jak nie wiadomo o co chodzi? to chodzi o pieniądze! Grudzień przyniósł mi taką rewolucję, na którą nie byłam przygotowana. Skończył mi się staż. Przez dwa dni chodziłam do pracy, nie wiedząc czy tą pracę jeszcze mam. Oczywiście nie obeszło się bez wizyty w pup, który doprowadza mnie do nerwicy i płaczu jednocześnie. Dołóżmy do tego jeszcze byłą mojego Lubego, która usilnie pokazywała mi jaką jest miłą i pomocną Panią urzędniczką. A fe! Skończyło się to wszystko dla mnie trzymiesięczną umową na pełnym etacie z wielką obawą co będzie dalej...
Zamykają mi drzwi przed nosem... a ja je tak otwieram i otwieram, pytanie jak długo jeszcze?
najlepiej mnie dobijcie. ! 

środa, 25 listopada 2015

Tylko Jej nam brakowało.

Do szkoły na zastępstwo, została zatrudniona nowa Pani Psycholog. Od pierwszego dnia, gdy poznałam nową Panią, obstawiałam, że będzie wesoło i wiecie co? nie pomyliłam się. Jest miła, uprzejma, z większym doświadczeniem zawodowym. Niektóre dzieci szybko zaczęły to wykorzystywać. Bardzo się wszystkim przejmuje. W jednym zdaniu potrafi kilka razy przepraszać, usprawiedliwiać się i dziękować. Generalnie mówi dużo i bardzo szybko, dlatego trzeba się dobrze wsłuchać. Kiedy przyszła pierwszy dzień do pracy, pojawiła się też w sekretariacie. Mówiła tak szybko, że Pan Dyrektor przytakiwał Jej tylko głową, po zamknięciu za nią drzwi, skomentował żartobliwie i krótko: czy ja Ci mówiłem, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu? oj wiele razy - odpowiedziałam. Ja ją lubię, mimo wszystko.  
Ostatnio wpada do sekretariatu z pilną sprawą do Dyrektora. Po czym patrzy na mnie i mówi: Chciałam się zapytać, czy poleca Pani przedszkole w swojej miejscowości? Pani dzieci nie narzekają? Zamurowało mnie. myślę sobie... jakie przedszkole? jakie dzieci? co Ty kobieto do mnie mówisz? Zerknęłam na dyrektora, który chowa nos w kartce śmiejąc się od ucha do ucha. Odpowiadam krótko: yy nie mogę Pani pomóc, nie znam tego przedszkola, bo nie mam jeszcze dzieci.  No i się posypała koronka: jaka ona roztrzepana, niemyśląca, że powinna czasami użyć głowy, jak bardzo przeprasza itp. itd. Nie pomogło: NIC się nie stało, bo musiałam wysłuchać wszystko. uff! Ponoć to ja jestem gadułą, ale przy niej to ja pryszcz, wierzcie mi na słowo. 
___
zimno się zrobiło jak dla mnie za szybko. brrr! 

sobota, 21 listopada 2015

kochane dzieci.

Zacznę od tego, że lubię dzieci. Trzeba mieć do nich podejście jak i cierpliwość. Mój chrześniak nie tak dawno zaczął chodzić, teraz trudno mu usiedzieć choćby 5 min. w jednym miejscu. Jedynym wybawieniem są bajki z telefonu Ciotki. Skupia się na nich tak maksymalnie, że nawet nie słyszy jak woła Go babcia. Co innego jest siedzieć z jednym takim małym brzdącem, a co innego być w przedszkolu i mieć taką 23-osobową ekipę, która biega, wrzeszczy i domaga się czegoś innego. Miałam wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu. Niemal bez przerwy, stał koło mnie chłopiec, który skarżył się, że koledzy nie chcą mu dać samochodzików i nie chcą się z nim bawić. Dziewczynki kłóciły się o kredki, a reszta chłopców biegała po całej sali z wielkim 'latającym' pająkiem. To był dla mnie wyczyn, który nie koniecznie chcę powtórzyć. Mój mały brzdąc w porównaniu do tej zgrai to aniołek :-)

środa, 18 listopada 2015

kilka pytań kilka odp.

1. Gdybyś miał/a możliwość zagrać w filmie, to w którą postać chciał/a byś się wcielić?
- chyba jednak nie chciałabym zagrać w filmie. Nie odważyłabym się raczej. 
2. Twój sposób na długie, jesienne wieczory?
- dobry film, kocyk, herbatka i Jego ramiona. 
3. Masz możliwość włożenia jednego przedmiotu do kapsuły wysyłanej w kosmos. Co by to było i dlaczego właśnie ta rzecz wg Ciebie powinna trafić do obcej cywilizacji, jeśli istnieje? ;)
- alkohol bym wzięła. W końcu byłabym tam gościem, a do gości nie wypada tak wpaść z pustymi rękami :D zakładając oczywiście, że ja też byłabym wysłana w ten kosmos. 
4. Złota jesień czy biała zima? Dlaczego?
- biała zima. Jednak święta Bożego Narodzenia bez śniegu nie są takie same. Tracą swój urok. 
5. Lubisz podglądać blogi sławnych ludzi? Może jest taki, na który zaglądasz regularnie?
- nie podglądam. Zdecydowanie nasze blogi zwykłych nie cieszących się sławą ludzi są o wiele ciekawsze jak dla mnie. 
6. Potrawa, która przypomina Ci dzieciństwo?
- placki ziemniaczane. pychaa! 
7. Twoja wymarzona randka. Siedzisz wystrojony/a w najlepszej restauracji w mieście, nerwowo spoglądasz na zegarek, a kiedy zegar wybija umówioną godzinę obok Twojego stolika pojawia się ... ?
- mój chłopak. Dopiero bym się zdziwiła, bo on romantyczny do tego stopnia nie jest. 
8. Na zakupach kierujesz się marką, czy kupujesz produkty tańszej firmy jeśli wpadną Ci w oko?
- jedno i drugie. Wszystko zależy od tego co mi się spodoba, czego potrzebuję i ile posiadam na ten cel pieniędzy. 
9. Gdybyś miał/a rzucić wszystko, spakować się i zamieszkać w jednym z europejskich miast, to Twoja podróż zakończy się w ... ?
-chyba chciałabym jednak zostać tu gdzie jestem. 
10. Najlepsza/najgorsza ekranizacja jaką miałeś/aś okazję obejrzeć to?
- dużo tego było,ale najlepsze są dla mnie m.in : Nietykalni, Zielona Mila, Skazani na Shawshank, a ostatnio spodobał mi się horror Wzgórza mają oczy. Najgorszej to chyba jednak nie mam...
11. Twój zdrowy nałóg, czyli coś, bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
- telefon i internet. 

wtorek, 17 listopada 2015

o tym jak było na kursie przedmałżeńskim ;-)

Przybywam do Was z relacją na gorąco. Może niektórych z Was zaskoczę, ale kurs przedmałżeński (weekendowy) mamy już za sobą wraz z opieczętowanym zaświadczeniem. Jak było? Czy coś mnie zaskoczyło? Na pewno zaskoczyło mnie to, że na upartego kuzyn ze swoją kuzynką może się ożenić, gdy się kochają o_O. Wszyscy byli zdziwieni, 30 osób na sali. Ojciec mówił wszystko co chciałam usłyszeć. Nie było tak źle. Czasami było zabawnie, czasami poważnie i to bardzo. Rozdawał od czasu do czasu testy z pytaniami na które mieliśmy odpowiedzieć, były one różne choćby takie: Jak wyobrażasz sobie swoje małżeństwo? Czym dla Ciebie jest małżeństwo? Ile planujecie mieć dzieci po ślubie? Co jeśli nie będziecie mogli mieć dzieci? i wiele innych. Następnie wraz z przyszłym małżonkiem mieliśmy się wymienić naszymi odpowiedziami, a później porozmawiać o tym szczerze, w zacisznym znalezionym miejscu na terenie budynku. Kurs sam w sobie mnie zainteresował, kto chciał z niego coś wynieść na pewno to zrobił. Na pewno to duża zasługa prowadzących : Dwóch Ojców i Pani psycholog. Żałujcie, że nie widzieliście zdziwienia Panów, gdy Ojciec podkreślał kilka razy, że po ślubie Żona jest dla Męża Najważniejszą osobą, miłością, (i na odwrót), a mamunia i jej obiadki niestety idą w odstawkę, schodzą na inny tor. Rodzice będą dla nas ważni, ale po ślubie to MY będziemy mieć własną rodzinę i to na niej mamy się skupić. Niby to takie oczywiste, a niektórym to się dopiero oczy otworzyły.
Jeśli macie jakieś pytania, piszcie ;-)
ściskam! ;-)

niedziela, 8 listopada 2015

obserwatorem jestem

Podobno jestem dobrym obserwatorem, w dodatku najmłodszym w mojej pracy. Dużo widzę, dużo słyszę, nie komentuję, chyba, że sytuacja tego wymaga. Najwięcej oczywiście, obserwuję swojego obecnego szefa. Od czasu do czasu potrafi mnie wkurzyć, choćby o to, że nie tą kawę otworzyłam i nie tą kawę mu zaparzyłam, ale to są pierdoły, które oczywiście obracam w żart i całe niby 'spięcie' zaczyna być śmieszne. Szefu to dobry gościu, już po miesiącu pracy to stwierdziłam. Swoich współpracowników traktuję z szacunkiem i dla każdego z osobna znajdzie czas. Jest wymagający i dobrze wie, że gdy kota nie ma, myszki harcują czy jakoś tak, wiecie o co chodzi. Nie raz byłam świadkiem jak ktoś na kogoś z pracy, donosił do szefa. Jeden drugiemu podcinał skrzydła. W pewnym sensie sprawdzali też mnie, czy ja tej osobie powiem to co usłyszałam. Chory układ, chore zasady. Gdy tylko zamykały się za tą osobą drzwi szefu zerkał na mnie mówiąc tylko tyle: nie muszę Ci mówić na kogo masz uważać bardziej.  
Poznałam już typowym lizusów szefa, którzy przychodzą tylko z zapytaniem jak się dziś szefu czuję i czy może nie chciałby się w Jego towarzystwie napić kawki, albo też takich, którzy przyjdą do szefa, tupnął nóżką i załatwią wszystko od tzw. ręki. 
Mi się pracuję dobrze, niekiedy nie widzę i nie słyszę nic, ale wrogów na podłożu zawodowym to ja nie chcę mieć, z resztą cały czas zdaję sobie z tego sprawę, że jestem tam na "chwilę". 
Tydzień wolnego od pracy, Czas --> start. 

wtorek, 3 listopada 2015

potańczymy, pośpiewamy.

Możemy już odetchnąć, choćby na chwilę. Mamy gdzie potańczyć (sala weselna) ma nam kto zagrać (zespół) oraz ma kto to wszystko uwiecznić (fotograf i kamerzysta) Jak widzicie, idziemy do przodu, drugie tyle przed nami. Przy okazji nauczyłam się z Lubym negocjować. Był dylemat: same zdjęcia? czy może film i zdjęcia? On upierał się na pierwszą wersję, ja oczywiście na drugą. W efekcie końcowym wyszło na moje. Nie chcę potem żałować, że nie mam filmu z wesela, mimo, że niektórzy twierdzą, że zdjęcia są bardziej fajniejsze i częściej się do nich wraca. My za to będziemy mieć jedno i drugie ;-) 
Mam nadzieję, że ten dla nas wyjątkowo dzień będzie sprzyjający ;-) 

PS. Praca i moja codzienność, która niczym szczególnym się nie różni od Waszej, pochłania mnie w całości. 
Ściskam każdego z osoba! :-) 

niedziela, 18 października 2015

14 października.

źródło: professionalcompany.pl

Dzień Edukacji Narodowej nie jest Świętem Dnia Nauczyciela, jak wiele osób właśnie tak twierdzi. 'Świętowaliśmy' 14 października, wszyscy pracownicy szkoły. Nie obeszło się bez kawki, ciastka, drobnych upominków i życzeń od Naszych Uczniów. Gdy wchodzę do klasy ze sprawą do nauczyciela, nagle wstaję cała klasa i mówi : "dzieeeń dobrrrry" Wtedy moje serce się raduję, uśmiecham się, bo przypomina mi się moje dzieciństwo. Ja też siedziałam najczęściej w pierwszej ławce (takie uroki, najmniejszego w klasie) i też tak witałam każdego dorosłego, który wszedł do klasy w czasie lekcji. Ach! Podczas zakupów, spotykam uczennicę naszej szkoły, która już od samych drzwi krzyczy do mnie: " Dzień dobry". To bardzo miłe. Nie czuję się obojętna.  
Cieszę się z małych rzeczy i to w ogóle się nie zmieniło! 



niedziela, 11 października 2015

Liebster Blog Award

Shadow zmobilizowała mnie to nowego postu. Oto jej efekt: 
1. Czy gdybyś mogła cofnąć się w czasie kilka lat i zmienić jedną swoją decyzję, zrobiłabyś to?
- Nie ukrywam, że dla mnie osobiście to pytanie jest trudne. Zawsze sobie tłumaczyłam, że wszystko co się dzieje, nie dzieję się bez przyczyny. Były chwile smutne, były i radosne, ale tak miało być. Decyzji bym raczej nie zmieniła ewentualnie zastanowiłam się bardziej nad tym czy iść na studia. 
2. Gdybyś mogła zamienić się na jeden dzień życia z dowolnym człowiekiem na ziemi, kto by to był?
- Prawdą mówiąc nie wiem.  
3. Wierzysz w życie po śmierci?
- Tak 
4. Masz "swoją" piosenkę?
- Takiej ulubionej to nie mam. ostatnio słucham tego: 
5. Gdzie czujesz się najswobodniej?
- W swoim domu, w swoim pokoju, przed własnym laptopem.
6. Jak wyobrażałaś sobie swoją przyszłość dziesięć lat temu i jak zmieniło się to wyobrażenie?
- Wyobrażałam sobie, że będę miała kochającego męża z dwójką dzieci. Własny parterowy domek z ogródkiem i psem. Własne małe autko. Na razie nad wszystkim pracuję i wcale to nie jest to takie proste, jak mi się wydawało. 
7. Czy jest coś, czego absolutnie nie możesz sobie odmówić?
- Czekolady z orzechami. 
8. Jakie jest Twoje ulubione miejsce w sieci?
- Nie mam. buszuję wszędzie po kilka dobrych godzin. 
9. Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?
- Gotować i piec ciasta tak jak moja Mama. Stawiać pieczątki z orzełkiem na legitymacjach, bo ostatnio mam z tym problem. 
10. Lubisz swoje życie?
- Lubię. Mam rodzinę, mam rodzeństwo, mam narzeczonego. Jestem zdrowa. Czasami tylko brakuję mi przyjaciół... 
11. Czekasz na zombie apokalipsę?
- Nie bardzo. Lubię jednak swoją stabilizację. Apokalipsę już jedną przeżyłam... 

niedziela, 4 października 2015

Tak przy niedzieli.

Szkoda niedzieli na zmartwienia, więc z laptopem na kolanach, z Erickiem Claptonem w głośnikach, gorącą herbatą w kubku, zakichana z bolącym gardłem, otulona w ciepłym kocu spędzam niedziele.. Taka ta nasza jesień już jest, że przychodzi z takim powiewem chłodu, że ja muszę to później wszystko odchorować. Dziś u mnie za oknem w pakiecie na poprawę humoru, jest piękna pogoda i piękna jesień. 
Zdrówka dla Wszystkich! :-)

Ps. cieszę się, że Was mam! :* 

czwartek, 1 października 2015

...ze smutkiem.

Dziś ze smutkiem wpisałam się na nową październikową listę obecności ze stażu. Jeszcze dwa miesiące i mój staż dobiegnie końca. Matko kochana! jak to szybko zleciało. Pytacie czy tam zostanę? Czy Dyrektor mnie zatrudni? Powiem tak: na trzy miesiące na pół etatu mam zapewnione zatrudnienie, później będzie do widzenia albo pracujemy rodacy na umowie. Nie ukrywam, że chciałabym usłyszeć tą drugą wersję. Wielokrotnie słyszałam od Pracodawcy, że chętnie by mnie zatrudnił na stałe, ktoś taki młody i "łebski" by mi się przydał do papierkowej roboty, komputera itp, ale nie ma pieniędzy na moje wynagrodzenie :( ...chyba, że wyższa władza je ma i da w tym przypadku burmistrz to wtedy mamy o czym rozmawiać. Nie ukrywam, że pisemko w tej sprawie Dyrektor wystosuje do władzy, co mi osobiście daję nadzieję i chęć do działania. Nie każe też zapominać o negatywnej stronie, bo moje poprzedniczki nie miały szczęścia z tym zatrudnieniem. Tak to się na obecną chwilę przedstawia. 
Ja natomiast Pani stażystka pracująca w sekretariacie szkoły, odbiegająca od wyuczonego zawodu dowodem na to, że jak się bardzo czegoś chcę, to można się wiele nauczyć. Też w siebie wątpiłam, ale dałam/daję radę..  
Czas pokaże co mnie czeka. 

ściskam Was!

niedziela, 27 września 2015

Moja pierwsza furka

Zawsze chciałam mieć swoje małe, zgrabne autko. Do tej pory jeździłam każdym samochodem do którego tylko dostałam kluczyki. Nie raz te "pożyczki" dla właściciela samochodu się nie opłacały, bo potrafiłam zabrać auto na kilka dobrych godzin. Decyzja padła: trzeba jej kupić samochód! Oszalałam ze szczęścia, oszalałam! mój każdy dzień zaczynał się od przeglądania ogłoszeń, ofert sprzedaży samochodów, a kończył na tym... samym. Miał być mały, zgrabny, nie za wolny, nie za szybki, mało palący, z klimatyzacją, niskim przebiegiem, nie za stary. Musicie przyznać, że miałam wymagania. ;-) Rodzina załamywała ręce przy każdym nowym ogłoszeniu, bo moje niezdecydowanie było na dłuższą metę męczące i narzekanie też robiło swoje. Musiałam jednak z niektórych wyżej wymienionych rzeczy zrezygnować, żeby jednak go mieć. I w końcu mam!

wygląda mniej więcej tak: zdjęcie zapożyczone z sieci. 
Jak się Wam podoba? Toyota yaris z gazem. z kopem. z demonem prędkości. yeeeahhh! 

wtorek, 8 września 2015

wrzesień.

Aaa! 'na pewno napiszę jutro'. Dzień uciekał za dniem...a mnie ciągle tu nie było. Brakowało mi czasu, chęci i weny. Wmawiałam sobie też, że przynudzam tu ostatnio. 
Rok szkolny rozpoczął się tak szybko, że ciężko było się znów przestawić na dzwonki, wrzaski, piski dzieci i papierkową nową robotę. Gdyby nie życzenia otrzymane przez sms-y czy facebooka zapewne zapomniałabym o swoich urodzinach. Tak, tak znów się postarzałam... Po za tym wraz z mym narzeczonym (ciągle nie mogę się do tego zwrotu przyzwyczaić) startujemy w listopadzie z kursem przedmałżeńskim. ;-) 
Chyba nadchodzi jesień... nic się nie chce. 
mały ulubieniec.

niedziela, 23 sierpnia 2015

po urlopie.

Potrzebowałam tygodnia, aby dojść do siebie. Wyjazd w pełni udany ;-) Choć ponad 40*stopni w ciągu dnia to zdecydowanie za dużo jak dla mnie.. Najgorzej było zasnąć w nocy, ale dałam radę i po powrocie do domu stwierdziłam, że tu takie zimno O_o 
a teraz foto ;-) 

Balaton, który urzekł mnie swoją niezwykle ciepłą wodą jak i płytkością przynajmniej od naszej strony jeziora. Spokojnie mogą się tam kąpać małe dzieci. Woda czysta ;-) 
Na takiej kwiecistej ulicy mieszkaliśmy.
od czasu do czasu pojawił się też ten towarzysz. 
langosz placek węgierski z serem lub śmietaną. Jadłam jeden i drugi ;-) nawet dobry
Labrava - mały/ wielki człowiek/ turystka. 
A tu już piękny i uroczy Budapeszt. 
Można było wybrać droższą i wygodniejszą wersję zwiedzania
widok na Budapeszt. 
przepyszne, schłodzone w nagrodę. 
yyy.. dla najbliższych. 


Foto- relacja w pigułce. 
ściskam! :* 

piątek, 7 sierpnia 2015

urlop.

Piątek, piąteczek, piątunio... Jeszcze kilka godzin w pracy, pakowanie, spanie i w drogę ;-) 
W końcu dłuuugo wyczekiwany urlop. 
Odezwę się po powrocie :-) 
buziaki :* 

piątek, 31 lipca 2015

początki nie były takie łatwe

Musze się Wam przyznać, że na początku było ciężko z tym naszym całym weselnym załatwianiem. Ja mówiłam swoje zdanie, oparte na argumentach. Klekotałam nie raz z dobre 15 min, żeby potem usłyszeć zdanie, które było zupełnie odmienne od mojego, mało tego... argumenty były śmieszne (dla mnie) i doprowadzały mnie do palpitacji serca. Potem mi się chłop całkowicie wycofał, kazał decydować samej... więc musiałam dojrzeć do tego, aby bez nerwów z Nim usiąść, nie przerywając, wysłuchałam. Ja i ten mój temperament mnie kiedyś wykończą. Wiem to była moja wina. Ale skoro kiwa mi głową na moje słowa - to się ze wszystkim zgadza, a tu na koniec wali, że jednak nie, to jak miałam się opanować, no jak? Przyznałam się do tego na forum. Moja wina, moja bardzo wielka wina. Od tamtej pory jakoś tak spokojnie myślimy wspólnie!... wrzuciliśmy na luz. Jak widać, nerwusy też potrafią trzymać nerwy na wodzy. 
A jeszcze tyle zaaaałatwiania przed nami...ojej!

w końcu weekend. niedługo urlop.
pozdrawiam ;-) 

czwartek, 30 lipca 2015

o tym co czuję.

Brakuje mi w tej chwili tych wszystkich zapewnień, że jestem dla Niego najważniejsza, słów : Kocham Cię, tęsknie za  Tobą, nie wyobrażam sobie życia, dnia, poranka bez Ciebie! Czasami czuję, że jestem gdzieś daleko ustawiona w kolejce, tych wszystkich najbliższym Mu osób. Ubolewam, bo tak rzadko mówi o swoich uczuciach...


Dziś jest mi smutno.źle.Ludzkie gadanie czasami robi swoje.A ja nie umiem nie kochać. 

wtorek, 28 lipca 2015

będzie wesele, będzie zabawa!

Na wstępie dziękuje Wam za gratulacje, życzenia, tyle przemiłych słów w jednym miejscu. Coś pięknego! Wzruszyłam się...
Co u mnie? Czy coś zmieniło? Generalnie jak powiedziało się A trzeba powiedzieć też i B. Idziemy za ciosem. Planujemy ślub w przyszłym roku. Cioteczki będą musiały wymyślić inny zestaw pytań przy świątecznym stolę. Było dużo sprzeczek, jeszcze więcej zapewne ich będzie, ale jeszcze się nie pozabijaliśmy... Termin już jest. Sala weselna zarezerwowana, zespół już niedługo też.
Idziemy jak burza ;-)
ściskam! 
Żródło: www.dreamwedding.pl

poniedziałek, 13 lipca 2015

Moje zaskoczenie nie do opisania słowami.

Dziesiąty każdego miesiąca dla większości ludzi pracujących jest dniem wypłaty. Dla mnie 10 lipiec 2015 roku przejdzie do historii. Chciałam się z Wami podzielić moim/naszym szczęściem. Zaskoczę Was tak samo jak On zaskoczył mnie. Doczekałam się! Zaniemówiłam! (tak dobrze czytacie, ja wieczna gaduła) Oszalałam! 
Wzruszenie, brylant na placu i moje TAK! 
Oświadczyny = szczęście! 
Już Jego narzeczona ściska Was :* 

coś dla ucha: 

poniedziałek, 6 lipca 2015

nowy miesiąc, nowe możliwości.

Witajcie w upalnym lipcu. Na wstępie, przepraszam Was, że mnie tyle czasu nie było. Tęskniliście? Bo ja taaak ;-) Przez ten upał mam zastój weny, chyba nawet nie potrafię racjonalnie myśleć. Uff! Postanowiłam jednak dać znak życia. Dzieci odpoczywają od szkoły. A w ich szkole słychać tylko wiertarki, stukanie, pukanie, bo remont trwa. W tym wszystkim nie licząc 'ekipy niszcząco- remontującej' jest również szefunciu (który każdego dnia wypatruje urlopu) Panie sprzątaczki, Pan konserwator i ja próbująca ogarnąć papierkowy sekretariat szkoły. Po za pracą, która pochłania mnie w całości, planuję w sierpniu urlop. Zdziwieni? :-) Przełożony kilka dni wolnego obiecał. W tym roku będę wraz z Lubym i znajomymi leniuchować nad jeziorem Balaton na Węgrzech. Byliście? Warto, nie warto? 
ściskam! 

czwartek, 11 czerwca 2015

Przyjaciel - ktoś, przed kim można głośno myśleć.

Na początku studiów się poznałyśmy. Los chciał, że byłyśmy w jednej grupie. Ładna dziewczyna o niebieskich oczach i włosach w kolorze blond, za którą faceci mierzyli wzrokiem. Cieszyła się powodzeniem. Imponowała mi tym, że była taka radosna, mądra i wiedziała czego chcę od życia. Po wielu przygodach z koleżankami, w końcu się zaprzyjaźniłyśmy. Ta przyjaźń trwa do dzisiaj, co prawda już bardziej na odległość, ale jest. Teraz mieszka i pracuję w Londynie, wraz ze swoim już narzeczonym. Haa! ja to jednak miałam nosa. Jakiś czas temu pisała mi, że wraz ze znajomymi wybierają się na urlop. Od razu zasugerowałam Jej, że coś czuję, że B. Ci się oświadczy. I taka byłam z siebie zadowolona, bo jednak były romantyczne zaręczyny na plaży w blasku zachodzącego słońca. ach! Cieszę się ich szczęściem i mocno kibicuję, żeby się tak kochali jak do tej pory. 
Kiedyś właśnie w taki słoneczny majowy dzień siedziałyśmy we dwie na studenckim balkonie, rozmawiając o naszych chłopakach, ślubie, życiu... Pamiętam jak dziś, powiedziała mi : Wiesz, mi się wydaje, że Ty szybciej wyjdziesz za mąż jak ja, bo mój B. nic o zaręczynach nie mówi. A tu proszę... jaki los bywa przewrotny. Dlaczego o tym dziś piszę? bo tęsknie za naszymi babskimi pogaduchami, Jej uśmiechem i radami, które czasami były zwariowane jak Ona w pozytywnym znaczeniu. Piszemy ze sobą nie raz codziennie, ale to nie to samo co rozmowa na balkonie przy winku. 

Źródło: www.wpina.pl

wtorek, 9 czerwca 2015

mistrzuniu.

Jeszcze nie tak dawno dysponowałam dużą ilością wolnego czasu, dzisiaj? praca, obowiązki, przyjemności zabierają mi czas. Zachciało nam się z Lubym powrotu do dzieciństwa. Kupiliśmy sobie rolki i robimy wszystko, żeby tą jazdę sobie przypomnieć. Lubemu idzie znacznie lepiej jak mi, bo ja jeszcze nie opanowałam sztuki hamowania. Moja ostatnia przejażdżka skończyła się w pobliskim rowie. Dziękujcie Bogu, że tego nie widzieliście. Na moje szczęście, nikt tego nie widział. Wygramoliłam się, śmiejąc się sama z siebie, nie zniechęcając się co najlepsze. Jeszcze będę rolkowym mistrzem, czuję to. :-D (ironia)

Pogoda ostatnio daję nam popalić. A takie są skutki, jazdy na motocyklu w krótkich spodenkach.
I uprzedzam pytania, nie bolało później i gdybym miała się ubrać tak samo, zrobiłabym to.
Jak widzicie, humor mi dopisuje! 
ściskam Was.

wtorek, 2 czerwca 2015

mały gest.

Dziś w pracy zostałam doceniona. Zaczerwieniłam się na wiele miłych słów na mój temat m.in, że jestem pomocna i pewien Pan nauczyciel, któremu pomogłam z wypisywaniem kart rowerowych dla dzieci, mnie lubi. Wręczył mi czekoladki, których tak naprawdę nie powinnam dostać, bo wykonywałam tylko swoją pracę. Ale jak sam stwierdził polubił mnie od pierwszej rozmowy. To bardzo miłe. Tyle miłych słów na raz - zwłaszcza, że każdego dnia staram się wypaść jeszcze lepiej. :-)

niedziela, 24 maja 2015

tydzień pracy.

Tydzień pracy minął. Moi znajomi, sugerowali mi na samym początku, że będę musiała nauczyć się pić czarną mocną kawę. Nie wierzyłam, dziś z uśmiechem przytakuję, że mieli rację. Jak mi się pracuję? Na samym początku nie ukrywam, myślałam, że sobie nie poradzę. Dla mnie praca biurowa, to wyzwanie, coś czego nie robiłam wcześniej. Dziś, stwierdzam, że z każdym dniem idzie mi coraz lepiej. Nie dziwią mnie już dokumenty na dzień dobry, które muszę skserować, uzupełnić czy przepisać. Siedzę z dyrektorem w jednym pokoju i robię wszystko co należy do moich obowiązków. Gdy w dany dzień, On biega od urzędu do urzędu, załatwiając służbowe sprawy, ja dzielnie siedzę na posterunku, odbierając telefony, przesyłki, pisząc na komputerze, uzupełniając książkę zastępstw nauczycieli czy nawet przybijając pieczątki dzieciom na legitymacjach. Jaki jest Pan dyrektor? lajtowy, zabawny, wygadany, wyrozumiały i kiedy trzeba wymagający. Nie narzekam, jestem zadowolona ;-)  

Źródło: spsmolice.kobylin.pl

poniedziałek, 11 maja 2015

udało się!

Traciłam nadzieję powoli... tyle zwodzenia przez telefon, czekanie na dobre wiadomości, które coraz bardziej wydawały mi się nierealne. Ale w końcu ktoś nade mną czuwa... ii doczekałam się! zadzwoniła do mnie kobieta z urzędu informując, że dostałam staż, mój wniosek został pozytywnie rozpatrzony. Jutro mam się zgłosić do pup! Radość ogromna radość! tyle czekania... Wniosek złożyłam na stanowisko pracownika biurowego w szkole podstawowej. 

Dziękuje Wam moje dobre duszyczki za trzymanie kciuków!! 

piątek, 1 maja 2015

1 maj.

Piękny słoneczny pierwszy maj 2012. 
Zleciało jak jeden dzień. Sentymentalna jestem...
Pytam, więc dziś 
Ty chyba nie cieszysz się z naszej kolejnej rocznicy?!
Na co On pewny siebie odpowiada : 
.. szczęśliwi czasu nie liczą ;-) 

źródło:www.samosia.pl 

3 lata razem!

środa, 29 kwietnia 2015

kryzys.

W moim związku wystąpił ostatnio kryzys. Nie ma lekko. Był na tyle poważny, że kosztował mnie sporo nerwów, łez i nieprzespanych nocy, a to tylko dlatego, że mój Pan niewylewny nie chciał powiedzieć o co mu tak naprawdę chodzi. Nie znoszę czegoś takiego. Ludzie jakby od razu mówili o tym co nas boli i niepokoi nie dochodziłoby do tylu nieporozumień. Nie wyobrażam sobie związku bez szczerej rozmowy i zaufania. Także kryzys zażegnany, mam tylko nadzieję, że na dobre. 

Znów jestem w roli cioci- niani wałkując swój wokal. ooo taaak! ;-)
lubię to! 

PS. nadrobię u Was zaległości wkrótce! :* 

czwartek, 23 kwietnia 2015

pamiętać? pamiętam.

Jestem cholernie pamiętliwa. Pod względem dobrych jak i złych chwil. Kiedy ktoś zlekceważy mój problem, powie, że przesadzam, że szukam dziury w całym, że sama jestem sobie winna, nie wysłuchując mnie do końca... może być pewien, że upłynie trochę czasu zanim mu coś powiem ponownie, zaufam. Taka już jestem...Miałam taką osobę u swojego boku, która bez względu na to, co zrobiłam, czego nie powiedziałam, stała za mną murem. Nie bałam się jej przyznać, gdy coś przeskrobałam. Wiedziałam, że znajdzie wyjście z każdej sytuacji, przy okazji nauczy mnie wyciągać wnioski ze swoich błędów. Nie wstydziłam się swoich łez. Pocieszył, przyjechał, przytulił. Nie pozwolił skrzywdzić. Tak bardzo pozwolił się kochać i przyzwyczaić do swojej obecności. Teraz, gdy Go nie ma... ja uczę się z każdą otrzymaną lekcją żyć na nowo. I choć czasami rozpaczam w swoich czterech ścianach, że życie jest podłe, to zdaję sobie sprawę, że nic nie dzieję się bez przyczyny. Żyję po coś, dla kogoś, ktoś ma wobec mnie jakieś plany. I mimo moich doświadczeń, potrafię się uśmiechnąć do tego co mam teraz w obecnej chwili i kochać równie mocno ;-)  

PS. dziękuje za wsparcie :* ściskam! 

sobota, 18 kwietnia 2015

każdy ma swój gorszy dzień.

Tyle chciałabym powiedzieć, wykrzyczeć. Czuję się taka nijaka. Nie jestem spełniona, tak jakbym tego chciała. Żyję sobie z dnia na dzień. Brakuje mi motywacji, do tego, żeby wstać rano z łóżka. Nie wiem do czego mam dążyć. Za dużo emocji tłumię w sobie, a to kompletnie do mnie nie podobne...
to byłoby na tyle, trzymajcie się.

środa, 15 kwietnia 2015

Ciocia w roli niani.

Samopoczucie mam nieco lepsze, a to za sprawą między innymi małego szkraba, który na dzień dobry uśmiecha się do mnie najpiękniej na świecie. Robi wszystko, żeby Ciotka się nie smuciła. Od poniedziałku mój dzień rozpoczyna się wraz z godziną 6 rano, bo opiekuję się moim 7 miesięcznym chrześniaczkiem. Tak do godziny 15.00 -  bawimy się, śmiejemy, zajadamy kaszkę, mleko, deserki, ćwiczymy swoje głosy wraz z piosenkami, ucinamy sobie drzemkę i chodzimy na spacerki ;-) - stąd jest mnie tu tak mało.
______
Dziękuje Wam ogromnie z całego serca, za każdy podnoszący mnie na duchu komentarz pod poprzednim postem. ściskam ;-) 

sobota, 11 kwietnia 2015

rozgoryczona!

Osobie, której zaufałam, słuchałam zapewnień, oszukała mnie w biały dzień. Obiecanki okazały się bez pokrycia, a wpisanie osoby na moje miejsce do pracy w ostatnim dniu składania wniosków, stało się kompletnym przypadkiem? Nie sądzę! Nie muszę Wam pisać, jak się czułam i czuje. Od tamtego roku robiłam wszystko, co było możliwe, żeby dostać tą pracę, a ktoś jednym ruchem ręki skreślił moje nazwisko. Chętnie poznałabym tą Panią, która się tego odważyła. Od kiedy skończyłam studia, ze wszystkim mam pod górkę... jak długo jeszcze? :(
Nie poddałam się, ale jest strasznie ciężko.

wtorek, 7 kwietnia 2015

po świętach.

Nie wiem jak Wy, ale ja się cieszę, że już te święta dobiegły końca. Pogoda pogodą, ale powoli kończyły mi się argumenty w odmowie kolejnego kawałka placka czy sałatki. Towarzystwo przy stole mi się zmieniało, ale jedzenia było coraz to więcej i więcej. Czuję, że mnie też zrobiło się 'więcej'. Jak to w każde święta bywa, wywiad środowiskowy trwał. A Wy kiedy w końcu planujecie swój ślub? - kolejne pytanie skierowane w moją jak i Lubego stronę. Nie byłabym sobą, gdybym się na takie pytania wcześniej nie przygotowała. Już nie pomagają słowa: mamy jeszcze czas! Jak to w żartach bywa... mówiłam, że mój przyszły Mąż ma straszny dylemat jaki mi to pierścionek sprezentować, stąd tak zwleka. Na co on jeszcze dopowiadał, że czeka na mój pasek z wypłaty :) śmiechu nie było końca. Rodzina moja w tym roku mi darowała, ale z Lubego strony już lekko nie było. Maglowali Go bardziej i kazali podjąć męską decyzję. O!
Teraz wracamy do codzienności ;-) pozdrowienia dla Was gorrrące! :)

sobota, 4 kwietnia 2015

do Was!

Tradycyjnie jak co roku, chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze. Zdrowych i radosnych Świąt Wielkanocnych spędzonych w życzliwej, ciepłej atmosferze ze swoimi bliskimi, smakołyków na stolę. Trochę wody w poniedziałek, ale z umiarem, żeby nikt się później nie rozchorował, słonecznej pogody, uśmiechu i wszystkiego czego tylko chcecie i skrywacie w głębi swojego serduszka :)
Wesołego Alleluja! 

czwartek, 2 kwietnia 2015

kwiecień plecień.

Nieświadoma co mnie czeka później pojechałam dzisiaj do kościoła. Msza trwała wyjątkowo półtorej godziny, gdy wyszłam od razu poczułam zimne krople na moim nosie spadające prosto z nieba. Brr! znów pada deszcz. Rany julek był już śnieg, grad, a teraz deszcz do wyboru do koloru. Aż trudno uwierzyć, że to 2 kwiecień. Weszłam do domu i od razu chciałam zaparzyć sobie herbaty, gdy zaczął dzwonić mój telefon. No nic herbata musi poczekać. Dzwoni mój chłopak. Ciska w złości wyzwiska, opowiada wszystko co i jak - chodzi o mojego brata. Wysłuchałam wszystko, trudno cokolwiek się wypowiadać, bo mnie tam nie było, ale nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała co myślę. Każe Mu się wyluzować, nie brać wszystkiego do siebie i odpocząć, odkładam telefon. Co ja to miałam robić? - pytam Mamy. Kiedy idę po wodę do czajnika, znów dzwoni mi telefon. Kurdę! A dokładnie wczoraj narzekałam, że nikt do mnie nie dzwoni. Znów biorę telefon do ręki. I tu Was zaskoczę... dla odmiany, teraz dzwoni Mój brat. No tak... teraz muszę wysłuchać drugiej relacji. Spokojna szczegółowa relacja, ze stwierdzeniem na końcu: On już pewnie zadzwonił do Ciebie i wszystko Ci powiedział. Jemu natomiast radzę, że ów poprzedni Pan miał zły dzień i nie ma się czym przejmować. Minął nerwy i wszystko sobie wyjaśnią, mimo, że w tej chwili nie chcą siebie znać.
A potem całkowicie oddałam się mojej pysznej herbatce z sokiem malinowym. ;-)
Musicie przyznać, że bycie między młotem, a kowadłem nie jest łatwe?

mój nowy trafny zakup. 

środa, 25 marca 2015

domowy szpital.

Mam tutaj małe zaległości, bo w domu mam totalną gorączkę, dosłownie i w przenośni. Moja zakręcona rodzinka mi się rozchorowała. Jedni drugich zarażają, tylko ja póki co jestem odporna na wirusy. Oby tylko tak zostało. Biegam do każdego z syropkiem, tabletkami i herbatkami. Mierzę temperaturę i kategorycznie zabraniam wychodzić z łóżka.
Musicie przyznać, że dobre ze mnie stworzenie ? hu hu :) teraz ja rządzę! ;-)

źródło: pl.clipart.me

piątek, 20 marca 2015

pytanie mam.

Tak sobie przeglądam internet. Planuję założyć konto w banku, bo moje studenckie konto już zlikwidowałam. ale nie wiem na jakie się zdecydować. Pytanie do Was mam ... jakie konto bankowe warto założyć? Co by mój portfel nie ucierpiał na jego utrzymaniu.
Za każdą radę, dziękuje! ;-)

źródło: wiadomości.wp.pl

środa, 18 marca 2015

zakupy.

Robię co mogę, żeby tylko nie myśleć. Czekam i czekam na dobrą wiadomość.. Pogoda za oknem ładna, więc wzięłam się za mycie okien. Później powiesiłam firanki, wyprane, bieluteńkie. Ostatnio nawet zaszalałam i kupiłam sobie nową czarną, większą, torebkę. Do tego sukienkę w sam raz będzie dobra na lato i dwie bluzeczki. Płaszczyk dostałam w prezencie, co bym do całej reszty ładnie się prezentowała. Torebka to mój zakup na allegro, który w pełni mnie zadowolił ;-)

bohaterka w roli głównej: 

jak się Wam podoba? 


PS. bardzo się cieszę, że niektóre z Was znalazły pracę i tak na wiosnę spełniają się zawodowo. Jeszcze raz gratuluję i życzę powodzenia! 

czwartek, 12 marca 2015

Halo!? z urzędu dzwonię.

Co z moim stażem? sprawa jest w toku. Najpierw Pani z urzędu wydzwania do mnie z samego rana z jakimiś pretensjami, nie pozwalając dojść do słowa. Po jej telefonie dzwonię lekko poddenerwowana, do swojego pracodawcy, mówiąc mu o wszystkim. On udaję się do urzędu, wyjaśnia sprawę i dzwoni do mnie, żeby mnie uspokoić i zawiadamia, że wszystko jest w porządku, trzeba czekać na decyzję.. Mija kilka dni...dzwoni telefon, ten sam numer! Tym razem miło się mnie Pani z urzędu pyta co załatwiłam, bo jeśli nic, to ma dla mnie inną ofertę pracy. Kiedy mówię, że moje dokumenty są złożone, wszystko jest wyjaśnione wtedy ona długo nie czekając z wyższością w głosie mówi: A to ja nie wiem, muszę zapytać koleżanki... O! można? można! 
A potem mi się wszyscy dziwą, że jestem taka niespokojna.
W Waszych urzędach też tak jest, czy tylko w moim? 

wtorek, 10 marca 2015

po weekendzie.

Dzień Kobiet spędziłam ze swoim prywatnym Panem "niewylewnym", który zaskoczył mnie życzeniami i pięknym bukietem róż. Ależ się ucieszyłam! ;-) Później zabrał na dłuugi spacer, drinka i pizzę. Był miły, zabawny i żartował jak zawsze, więc byłam pewna, że nikt Go nie podmienił. Na koniec dnia, zasnęłam w Jego ramionach, zadowolona całym dniem ;-) Proszę o więcej.

a tu moja prywatna wiosna i krokusy w roli głównej:

niedziela, 8 marca 2015

8 marca

Kochane Moje Kobietki! 
Z okazji naszego święta życzę Wam, żebyśmy zawsze były takie piękne, kochane, cierpliwe i doceniane przez swoich Mężczyzn, nie tylko w dniu 8 marca, ale każdego dnia w roku! 

źródło: www.dziedziczak.pl 


piątek, 6 marca 2015

porządki w garderobie.

Jak wiecie, ostatnio mam więcej czasu wolnego. Wiosnę już czuć w powietrzu, więc wzięłam się za porządki w szafie. Jestem trochę takim chomikiem. Lubię oszczędzać, zbierać grosik do grosika, żeby potem móc wszystko przepuścić na ubrania, kosmetyki, buty i zachcianki. Uwierzcie mi na słowo, że nie przychodzi mi to łatwo, bo wiem ile mnie to zbieranie czasu i wyrzeczeń kosztuję. Stąd moja szafa i komoda z ubraniami poszła na odstrzał. Nie pomógł tym razem mój wewnętrzny głos, który lubi się rozczulać nad kolejną bluzką: a to się jeszcze może przydać! 
Zrobiłam porządną selekcję. Część do wyrzucenia, część do rozdania (moje młodsze kuzynki się ucieszą), a część moja. Już w planach mam mały shopping z ostatnich oszczędności pod ten dzień kobiet - a co! trzeba sobie jakoś umilić czas i poprawić humor.
u Was już selekcja była? ;-)
źródło: www.maximus.pl

poniedziałek, 2 marca 2015

o blogowaniu.

Nie wiem czy Wam kiedyś wspominałam, ale o moim pisaniu tutaj jak i samym blogu nie wie nikt z mojej rodziny czy też bliskich mi znajomych, co nie oznacza, że nie lubię ich sprytnie podpytać co sądzą o blogowaniu w sieci. Nie raz się śmieję z ich wypowiedzi, jak wymyślają, że pisanie bloga jest dla ludzi sławnych, bo mają barwne życie, o którym warto i można opowiadać, a przecięty Kowalski nie ma o czym pisać. No tak...Nie raz jednak jest mi przykro jak słyszę ludzie piszą bloga: bo im się nudzi, szukają nowych atrakcji w sieci, mają za dużo czasu wolnego, są samotni itp.
Ja piszę wyłącznie dla siebie. Nie robię tego pod publikę, nie śledzę codziennie statystyk czy też nie ścigam się sama ze sobą na ilość Waszych komentarzy. Jestem z siebie zadowolona. Moje zdania nie są jakoś super składne, ale jak potrafimy się dogadać to nie pozostaje mi nic innego jak się cieszyć, prawda?
A Wy spotkaliście się z podobną opinią?

na lepszy humor

niedziela, 1 marca 2015

Nowy miesiąc, nowe możliwości!

Wstałam dziś w lepszym humorze jak wczoraj. Umyłam się, zrobiłam lekki makijaż, włożyłam okulary. Założyłam moją granatową spódniczkę przed kolano. Ja nie przepadająca za spódnicami zrobiłam mały wyjątek. Do spódniczki dobrałam czarne rajstopy, ładną białą bluzkę i czarny rozpinany sweterek. Uczesałam włosy w kucyk, dobrałam kolczyki, łańcuszek. Zanim stanęłam przed lustrem wsunęłam czarne botki z błyszczącym przodem na nogi. Uśmiechnęłam się do Pani w odbiciu lustra i z dumą stwierdziłam: No w końcu wyglądasz jak człowiek! 

Miłego niedzielnego leniuchowania! ;-) 

sobota, 28 lutego 2015

poświęć mi trochę czasu, albo pozwól uczuciom wygasnąć.

Po kiepsko przespanej nocy doszłam do wniosku, że mam dość wypominania, lekceważenia mojej osoby. Chciałabym nic czuć, nie przejmować się i po prostu mieć wszystko w dupie. Chcę, żeby ktoś mi powiedział, że jestem dla kogoś ważna, nie muszę być najważniejsza, ale ważna, bez względu na to co powiem, czego nie zrobię, że tak po ludzku mnie przytuli, powie, że kocha, lubi.
Może nie powinnam tego pisać, ale w takich chwilach najbardziej tęsknie za tym co miałam... 

to, że się śmieję, nie oznacza, że mnie to nie boli.

zły dzień, wieczór, noc.

środa, 25 lutego 2015

teściowa

Jestem czasami przerażona, jak słucham czy czytam u Was jak teściowa potrafi namieszać w życiu małżonków. Wchodzi w życie z butami, chcę uczestniczyć w każdej decyzji. Zwraca uwagę, upomina, daję cenne rady, patrzy na ręce, nie daję żyć! nie wierzyłam, ale po wizycie teściowej mojego brata, która wpadła z pretensjami niczym tajfun do mojego domu, uwierzyłam!
Mój kolega nie tak dawno się zaręczył. Jego przyszła teściowa postanowiła trochę "ustawić" swoją córkę przeciwko Niemu. Wymyśla jakieś zdrady z Jego strony i ciągle powtarza "słuchaj mnie córcia, bo ja dużo w życiu przeżyłam". Chciał z szanowną teściową porozmawiać, wytłumaczyć, żeby przestała się między ich wtrącać... ale narzeczona kategorycznie zabrania, twierdząc nie możesz, bo w nerwach można za dużo powiedzieć. W tym domu co powie mamusia jest święte. Mało tego... chcę córkę wysłać do pracy za zagranicę, a ona jako dobra mamusia zaopiekuję się przyszłym zięciem i będzie Go miała na oku. Nie wiem co kryje się pod słowem "zaopiekuję" ale normalnie ręce opadają. Najgorsze, że przyszła żona zamiast być za przyszłym mężem, bronić Go przed matką to się słowem nie odzywa i wychodzi taki cyrk, że możecie sobie wyobrazić.
Mieliście podobne sytuacje?

wtorek, 24 lutego 2015

wycieczka.

Moja spontaniczna decyzja spowodowała, że całe dwa piękne słoneczne, aczkolwiek wietrzne przez chwilę dni spędziłam w samym sercu Zakopanego. Co za widoki, co za zima...
Przetestowałam mojego nowiuteńkiego smartfona w robieniu zdjęć, a oto efekty. ;-)






pięknie tam, prawda? ;-) 

czwartek, 19 lutego 2015

osiem.

Zakładając tutaj bloga (po mojej burzy mózgu) postanowiłam sobie ambitnie w duchu, że będę tu spisywała same dobre, radosne chwilę w moim życiu, które chcę pamiętać do końca swoich dni i do, których, wrócę w gorszych chwilach. Sami wiecie, że wychodzi mi z tym różnie...
Właśnie wczoraj zerkając na datę uzmysłowiłam sobie, że minęło 8 lat od kiedy tutaj jestem, z małą przeprowadzką i bagażem doświadczeń. Dziękuje Wam za te osiem szalonych lat ;-)
ściskaaaaam każdego z osobna!


źródło: www.komudzwonia.pl 

piątek, 13 lutego 2015

w urzędzie.

Byłam dziś w urzędzie pracy, w celu złożenia swojego autografu. Kto jest bezrobotny póki co, wie o co chodzi. Oczywiście na starce spotkałam tłum ludzi, jak się później okazało bezrobotnych, którzy przyszli dowiedzieć się o pracę za zagranicą, ponieważ ukazała się taka informacja na stronie PUP. Czekam w kolejce, aby dostać się do pośrednika pracy. Gdy tylko otworzyłam drzwi Pani już na samym starcie zmierzyła mnie takim wzrokiem, że się nieco przeraziłam, po czym odpowiedziała na dzień dobry i zapytała: czy coś w Pani sprawie zatrudnienia się zmieniło? yyy można powiedzieć, że tak, zaczęłam działać na własną rękę, opowiedziałam o możliwości odbycia stażu, po czym Pani ni z gruszki ni z pietruszki wypaliła z hasłem: Ale ma Pani ładną kurtkę! Ja do tej pory nie mogę takiej spotkać. Uśmiechnęłam się podziękowałam za komplement, po czym chciałam wrócić jednak do tego mojego stażu, ale Pani była taka zachwycona tą moją dwuletnią już kurtką, że bez przerwy wracała do niej i pytała gdzie ją kupiłam, jakie były dostępny kolory itp. Już myślałam, że nie skończy o niej gadać... ale.. na końcu mi powiedziała: niech Pani będzie dobrej myśli, ten pracodawca, którego Pani sobie znalazła, często bierze stażystów i z urzędu nie protestują.
Daj Boże!

pozdrowienia przesyłam! ;-)

PS. nie myślcie czasem, że ta moja kurtka jakaś taka wyjątkowa. W kolorze beżu, zimowa z kapturem dla mnie bez szału już teraz ;-) widziałam lepsze, dlatego się zdziwiłam. 

czwartek, 12 lutego 2015

pierścionek zaręczynowy.

O tym, że mój brat ma dobry gust, już wiedziałam bardzo dawno. Nasz wspólny znajomy postanowił się zaręczyć ze swoją dziewczyną, tak romantycznie w walentynki. Zabrał mojego brata jako doradcę i zrobili sobie wycieczkę w celu zakupu pierścionka, nie mówiąc o tym nikomu.
Wpadli do Apartu i miła Pani zapytała:
Pani: w czym mogę Panom pomóc?
Jeden: szukamy najpiękniejszego pierścionka zaręczynowego!
drugi: najlepiej z brylantem.
pierwszy: z białego złota.
drugi: żółte złoto też może być.
Pierwszy: żenimy się! 
Pani uśmiechnęła się dodając : widzę, że Panów humor nie opuszcza. Wszystko już wiem. zaraz pokaże!
Uwierzcie mi na słowo, ja tak pięknego pierścionka na oczy nie widziałam. Jest jednocześnie taki delikatny i skromny z brylantem wykonany z białego i żółtego złota, czyli to chcieli mają...Coś czuję, że właścicielce się spodoba tak samo jak mi :-) będzie co świętować, będzie co opijać.

A jak ja spędzam walentynki? 
źródło: kartkonosz.pl
ktoś chcę się przyłączyć? zapraszam! ;-) 

źródło: moje
Proszę się poczęstować i nie patrzeć na kalorię ;-) 


Łączna liczba wyświetleń