wtorek, 17 listopada 2015

o tym jak było na kursie przedmałżeńskim ;-)

Przybywam do Was z relacją na gorąco. Może niektórych z Was zaskoczę, ale kurs przedmałżeński (weekendowy) mamy już za sobą wraz z opieczętowanym zaświadczeniem. Jak było? Czy coś mnie zaskoczyło? Na pewno zaskoczyło mnie to, że na upartego kuzyn ze swoją kuzynką może się ożenić, gdy się kochają o_O. Wszyscy byli zdziwieni, 30 osób na sali. Ojciec mówił wszystko co chciałam usłyszeć. Nie było tak źle. Czasami było zabawnie, czasami poważnie i to bardzo. Rozdawał od czasu do czasu testy z pytaniami na które mieliśmy odpowiedzieć, były one różne choćby takie: Jak wyobrażasz sobie swoje małżeństwo? Czym dla Ciebie jest małżeństwo? Ile planujecie mieć dzieci po ślubie? Co jeśli nie będziecie mogli mieć dzieci? i wiele innych. Następnie wraz z przyszłym małżonkiem mieliśmy się wymienić naszymi odpowiedziami, a później porozmawiać o tym szczerze, w zacisznym znalezionym miejscu na terenie budynku. Kurs sam w sobie mnie zainteresował, kto chciał z niego coś wynieść na pewno to zrobił. Na pewno to duża zasługa prowadzących : Dwóch Ojców i Pani psycholog. Żałujcie, że nie widzieliście zdziwienia Panów, gdy Ojciec podkreślał kilka razy, że po ślubie Żona jest dla Męża Najważniejszą osobą, miłością, (i na odwrót), a mamunia i jej obiadki niestety idą w odstawkę, schodzą na inny tor. Rodzice będą dla nas ważni, ale po ślubie to MY będziemy mieć własną rodzinę i to na niej mamy się skupić. Niby to takie oczywiste, a niektórym to się dopiero oczy otworzyły.
Jeśli macie jakieś pytania, piszcie ;-)
ściskam! ;-)

20 komentarzy:

  1. kursy małżeńskie to jeszcze tematyka mi odległa;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem :) masz coś innego na głowie :)

      Usuń
    2. póki co autko a raczej jego brak;p

      Usuń
  2. No to widzę, że jesteś zadowolona :) I to najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak spodziewałam się czegoś gorszego :)

      Usuń
  3. Mama to mama zawsze można z nią pogadać a z mężem będziemy dzielić to całe swoje życie już na dobre ja nie żałuję że podjęłam taka decyzję 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dobrze, że nie żałujesz ;-) to najważniejsze.

      Usuń
  4. u nas w parafii ksiądz wydaje takie zaświadczenia za odpowiednie 'co łaska' i pewnie w moim przypadku tak się kiedyś skończy. Natomiast dziewczyna z sąsiedniej parafii pisała na tym kursie listy do przyszłego męża, jakieś wiersze... dziwne moim zdaniem, bo zbierała rymy po znajomych żeby tylko ksiądz jej zaliczył minimalną długość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to u mnie była już konkretna kwota i konkretny cennik. Już nie ma co łaska, bo w poprzednich latach to nie wypaliło. Niektórzy byli stratni...

      Usuń
  5. Ale zazdroszczę takiego prowadzącego te zajęcia. Moje nauki- prawie 10 lat temu- to po prostu jedno wielkie nieporozumienie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie dlatego obawiałam się swoich :) na szczęście nie było aż tak źle... jeszcze jedne przed nami, ale to już bliżej ślubu.

      Usuń
  6. Ooo... Zainteresowałaś mnie :) Zdziwiona jestem bo to nauki przedmałżeńskie? Takie kościelne ? Tylko jeden weekend? Ja z tego co słyszałam chodzi się co niedziela po mszy... I z tego co opowiadali nam rodzice i znajomi to ksiądz opowiada o tym jak naturalnie planować rodzinę itp. A tu proszę, ciekawie. Poza tym kiedy macie ślub? My w sierpniu ten kościelny i nam jeszcze nie kazano się z nimi spieszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas jest kurs przedmałżeński, który trwa weekend. Później bliżej ślubu są katechezy przedślubne i to właśnie na nich jest o tym planowaniu rodziny, kalendarzyki itp. Ślub mamy w przyszłym roku we wrześniu, ale ten kurs jest bezterminowy dlatego chcieliśmy zrobić sobie go wcześniej na spokojnie.

      Usuń
    2. Rozumiem, to u nas są chyba tylko katechezy :) Ale jeszcze o tym nie myślimy, poza tym nawet to zabawne będzie jak będziemy chodzić tam już jako małżeństwo :D

      Usuń
  7. Powiem Ci, że rzadko słyszę, by nauki przedmałżeńskie po prostu trwały tak krótko i były tak sensowne. Chyba ślub wezmę w Twoim kościele xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie wiem czy potrafilwbym odpowiedzieć na te pytania tak z biegu. Małżeństwo zawsze było dla mnie czymś odległym i nie realnym

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaskoczyłaś mnie, bo większość opinii jakie słyszałam o kursach przedmałżeńskich nie były zbyt przychylne. Jednak jak widać - można! Taka forma "zajęć" mi samej by się spodobała, do tego uświadamianie o obiadkach mamusi - wprost genialne :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurs przedmałżeński według mnie nie ma większego sensu. Jeśli ktoś jest ze sobą i planuje ślub, to kurs nic nie zmieni. Nie pomoże ani nie zaszkodzi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurs przedmałżeński według mnie nie ma większego sensu. Jeśli ktoś jest ze sobą i planuje ślub, to kurs nic nie zmieni. Nie pomoże ani nie zaszkodzi. ;)

    OdpowiedzUsuń


Łączna liczba wyświetleń